Jak nowicjusze adaptują się po swoim pierwszym meczu
- Ростислав Михайлик
- 13.08
- 5 minut(y) czytania
Pierwsze mecze zawsze pozostają w pamięci zawodników, ponieważ to właśnie wtedy marzenia spotykają się z rzeczywistością rywalizacji, nerwami i nowym formatem gry. Rozmawialiśmy z uczestnikami różnych lig, aby dowiedzieć się, co ich najbardziej zaskoczyło podczas debiutu, jak pokonali nerwy oraz jakie rady dali by początkującym.

– Czy miałaś inne wyobrażenie o siatkówce plażowej przed swoim pierwszym turniejem?
Wcześniej nie rozumiałam siatkówki plażowej, szczególnie formatu dwa na dwa. Zastanawiałam się, jak można tak grać? I to na piasku, nie mniej. Ale każdego lata widziałam ludzi grających, walczących o każdą piłkę, okazujących takie silne emocje, że nie dało się nie czerpać przyjemności tylko z obserwowania niesamowitej obrony. To sprawiło, że też chciałam spróbować. Powiem tak – siatkówka plażowa to niesamowity sport.
– Czy trudno było grać w parze i znaleźć wzajemne porozumienie z partnerką?
Jeśli ty lub twój partner jesteście mentalnie stabilni i kontrolujecie emocje, bardzo łatwo się dogadać. Miałam momenty, gdy kłóciłyśmy się podczas gry, ale brałyśmy czas – 30-sekundową przerwę, którą każda drużyna może wykorzystać w secie na omówienie taktyki, odpoczynek lub rozwiązanie problemów. Siadałyśmy i rozmawiałyśmy. Jeśli chcesz wygrać, musisz ustąpić i się uspokoić. Miałam bardzo mało problemów z partnerkami, bo jeśli chciałyśmy wygrać, zgadzałyśmy się i ustępowałyśmy sobie nawzajem. Jestem bardzo wdzięczna, że zawsze miałam wokół siebie wspaniałych ludzi – zarówno partnerki, jak i koleżanki z drużyny.
– Jaki moment lub mecz pamiętasz najbardziej? Dlaczego?
Najlepszy moment to był dla mnie mecz w Użhorodzie, kiedy grałam z partnerką i grałyśmy tak dobrze, że cieszyłam się każdą grą. Walczyłyśmy o każdą piłkę, każdy punkt. Na plażowym korcie przy +30°C bez wiatru, kiedy nie masz już sił, mimo to zbierasz się i walczysz dalej. W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że weszłyśmy do czwórki najlepszych, a potem walczyłyśmy o pierwsze miejsce. I stoję tam z pucharem i medalem zwycięzcy – to niesamowite uczucie.
– Jaką radę dałabyś tym, którzy po raz pierwszy wychodzą na piasek? Czego chciałabyś wiedzieć przed swoim pierwszym meczem?
Kiedy pierwszy raz stajesz na plażowym korcie, nie porównuj go do klasycznej siatkówki – to zupełnie coś innego. W siatkówce plażowej grasz dwa na dwa i tylko ty możesz wspierać swojego partnera. Na korcie musicie być jak jedno, jeden mechanizm. Jeśli coś idzie nie tak, weź czas, uspokój się, wspierajcie się i grajcie na pełnych obrotach. Wychodź na każdy mecz, żeby przeciwnicy wiedzieli, że nie będzie łatwo. Pokazuj wyniki, nie popisy. Graj honorowo w każdym meczu. Jeden zespół, jedna misja, jeden cel i 100% determinacji.

– Co najbardziej cię zaskoczyło podczas pierwszego meczu ligowego?
To było coś nowego: nietypowe boisko, bandy, ciekawy format, ogromna intensywność i szybkość gry oraz szybkie podejmowanie decyzji.
– Jak szybko przyzwyczaiłeś się do formatu i tempa gry?
Ponieważ mój styl życia jest całkowicie związany z piłką nożną i futsalem, nie było trudno się zaadaptować. W pełni wszedłem w rytm i format gry dosłownie w ciągu pierwszego tygodnia.
– Czy łatwo było wejść do zespołu? Czy ktoś pomógł ci się zaaklimatyzować?
Nie było trudno, ponieważ dobrze komunikuję się z ludźmi, jestem duszą towarzystwa i mam duże doświadczenie w budowaniu zespołów – zarówno futsalowych, jak i piłkarskich – będąc ich kapitanem.
– Jaką radę dałbyś zawodnikowi przechodzącemu z piłki nożnej na dużym boisku do formatu 4 na 4?
Przede wszystkim pokaż silne pragnienie, charakter i dyscyplinę. Ważne jest, aby słuchać bardziej doświadczonych zawodników, nie ulegać emocjom i zawsze kończyć mecz do końca, ponieważ nawet z wyniku 0:5 można wrócić – to zostało wielokrotnie udowodnione na boisku. Pamiętaj, że piłka jest tu mniejsza niż w dużej piłce nożnej, odbicia są inne, a bandy unieważniają większość schematów futsalowych. Gra jest bardzo intensywna i szybka, więc dobre rozgrzanie jest kluczowe, aby przygotować ciało i mięśnie na wysiłek. Odpowiednia regeneracja i zdrowy sen są równie ważne.

– Co najbardziej cię zaskoczyło podczas pierwszego dnia w CLA?
Prawdopodobnie to, jak gracze siedzą podczas meczu. Jestem przyzwyczajony do siedzenia z rękami opuszczonymi, więc na początku było to bardzo niewygodne. Potrzebowałem dużo czasu, żeby się przyzwyczaić i szczerze mówiąc, nadal się przyzwyczajam. Zaskoczyła mnie też liczba dyscyplin na miejscu. Miałem doświadczenie w podobnej branży, ale nigdy nie widziałem tak wielu dyscyplin jednocześnie.
– Jak radziłeś sobie z nerwowością podczas transmisji?
Uważam, że nerwowość jest normalna. Ale są różne rodzaje nerwowości: taka, która przeszkadza w grze, sprawia, że jesteś zły, agresywny lub sfrustrowany – to zdecydowanie minus. Ale jest też taka nerwowość przed lub w trakcie meczu, gdy oczy płoną z pragnienia i czujesz ekscytację – to jest normalne. Jak sobie radzę? Przede wszystkim doświadczeniem. Nie powiedziałbym, że jestem stary i gotowy na emeryturę, ale jestem w tym środowisku na tyle długo, że negatywna nerwowość pojawia się coraz rzadziej. Przed meczem czasem słucham ulubionej muzyki lub piję herbatę. Zwykle jem mało lub nic, aby czuć się lżej. Kiedy zaczyna się mecz, staram się odrzucić wszystkie zbędne myśli i skupić na grze. Jak powiedział mój ulubiony muzyk Gunna: wiele porażek nauczyło mnie, co naprawdę się liczy.
– Czy miałeś trudności z różnymi formatami gry i jak się do nich przyzwyczaiłeś?
Ponieważ nigdy wcześniej nie grałem w tryb 95-overall, na początku było to trudne i wymagało przyzwyczajenia. Nie miałem problemów z Ultimate Team, bo spędziłem dużo czasu grając w ten tryb. Z czasem przyzwyczaiłem się także do trybu 95-overall i zacząłem go lubić. Lubię szybki styl gry, więc myślę, że mi odpowiada.
– Jaką radę dałbyś, aby czuć się pewniej podczas meczu debiutanckiego?
Po prostu graj swoją grę. Lubię grać agresywnie i narzucać swój styl. Ale silni przeciwnicy szybko przyzwyczajają się do twojego stylu, więc musisz za każdym razem coś zmieniać i szukać nowych rozwiązań. Na początku radzę nie skupiać się na błędach – popełniamy je, żeby się poprawiać. Nie kopiuj taktyk innych graczy bez zrozumienia ich sensu – lepiej zbuduj swój własny system, który ci odpowiada.

– Jak wyglądał twój pierwszy mecz i co pamiętasz najbardziej?
Mój pierwszy oficjalny mecz był na regionalnym turnieju juniorów. Byłem bardzo zdenerwowany, ale przeciwnik nie był zbyt trudny, więc uspokoiłem się trochę po pierwszych wymianach. Najbardziej pamiętam drżące ręce i szybkie bicie serca podczas pierwszej gry.
– Czy od razu udało ci się opanować nerwy? Co pomogło?
Nie, nie od razu. Pierwsze serwy były bardzo nerwowe – ręka mi się trzęsła. Pomogło skupienie się na grze, technice i oddechu. Ważne było też wsparcie zespołu i trenera. Słysząc znajome głosy za sobą, zyskujesz pewność siebie.
– Czy trudno było zarządzać energią między kilkoma meczami w ciągu jednego dnia?
Tak, szczególnie na pierwszych turniejach. Chciałem dawać z siebie wszystko w każdym meczu, ale pod koniec dnia byłem wyczerpany. Z czasem nauczyłem się dobrze się rozgrzewać, rozciągać po meczach i unikać emocjonalnego wypalenia. To bardzo ważne, by utrzymać energię.
– Jaką radę dałbyś komuś, kto gra swój pierwszy mecz w życiu?
Nie próbuj grać perfekcyjnie – po prostu graj swoją grę. Skup się na każdej wymianie z osobna, nie myśl o wyniku czy rezultacie. Pamiętaj, każdy kiedyś grał swój pierwszy mecz. Najważniejsze jest, aby cieszyć się procesem, ponieważ to miłość do gry pomaga się rozwijać i wygrywać.
Każda z tych historii pokazuje, że pierwsze mecze są zawsze wyjątkowe. Niektórzy odkrywają nowy sport, inni dostosowują swoją grę do innego formatu, a jeszcze inni pokonują nerwy przed kamerami lub publicznością. Wszystkie te drogi łączy chęć gry, rozwoju i cieszenia się każdą chwilą na korcie, boisku lub przed ekranem. To właśnie sprawia, że debiut jest niezapomniany.



Komentarze